English Napisz do nas! Strona główna Ustaw stronę główną na CHOICE Dodaj do ulubionych

[ Nowa płyta ] [ Historia ] [ Foty ] [ MP3 ] [ Teksty ] [ Stuff ] [ Sklep ] [ Linki ] [ Nowinki ] [ Kontakt ]

Choice powstało w 1999 roku w składzie pięcioosobowym, którego wspominać już nie ma potrzeby. W obecnym składzie gramy od 2001 i pewnym jest, że w innym składzie istnieć pod tą nazwą nie możemy. Tak więc jest nas czterech. Kapelę założyli Grzesiek i Krzychu, gdzieś jeszcze w połowie lat ’90, lecz trudno byłoby nazwać zespołem to, co z jakimiś dziwnymi ludźmi robili. Niemniej jednak to oni byli w lwiej części kompozytorami materiału, którego stylistyka oscylowała gdzieś między melodyką Iron Maiden, a zimną ekspresją Megadeth, zgwałconymi pospołu przez bluesowość Deep Purple i naiwność polskiej piosenki harcerskiej.

Potem pojawiliśmy się ja i Andrzej. Ja, Klóha, basista, trochę wcześniej, bo właśnie w ’99 i to chyba od tego momentu datować należy powstanie Choice jako w pełni samoświadomego organizmu do przekazywania uczuć. Oni mieszkali w Chodzieży, ja w odległym o jakieś 500 km Olecku. Ktoś lub coś jednak chciało, bym zaczął studia w Poznaniu i wywiesił parę ogłoszeń, z których jedno zerwał Grzegorz. No i zaczęliśmy sobie grać, a skład jakoś sam się znalazł (bębniarz jest obecnie w jakiejś Szwecji, czy innej Kanadzie, wokalistę na szczęście podpierdoliło nam Afterlife). Pokoncertowaliśmy trochę w okolicy, zagraliśmy m.in. przed takimi gwiazdami, jak Antoś Szprycha, czy duet Justyna i Piotr i pewnego, nie pamiętam już czy słonecznego dnia, ówczesny bębniarz dokonał aktu samowyjebania się z kapeli, bo wolał iść na wesele, niż zagrać koncert z Aion (na którym to koncercie los zetknął nas po raz pierwszy z niejakim Migdałem, o którym za chwilę). I takie to było pogrywanie.

Jak z nieba, na szczęście, objawił nam się Andrzejek, obecnie demon perkusji i, jak się okazało, to było to. Zaiskrzyło jak trzeba i nawet się nie obejrzeliśmy, jak siedzieliśmy już w kanciapie na Górczynie i nagrywaliśmy demo. I co z tego, że Andrzej niezbyt znał nasze kawałki... Nawet nie pamiętam, w jaki sposób, ale produkcji z niewiadomych powodów i za śmieszne pieniądze podjął się wspomniany Migdał, typ ogólnie antypatyczny, znany z zamiłowania do wielkich piersi i rock’n’rolla, na co dzień klawiszowiec Aion i Lebenssteurer.

Oj, wypiliśmy trochę piwka i wypaliliśmy trochę papierochów w te dwie cudowne, czerwcowe doby. Ale, jakby nie było, nagraliśmy 5 i pół, (bo do jednego tylko bas i bębny) kawałka, z których cztery znalazły się na demówce, której nawet nie mieliśmy czelności nazwać jakoś, taka jest świetna. Niemniej, dumni z niej byliśmy, jak, nieprzymierzając, Natalia Kukulska ze swego syna, albo Justyna Steczkowska ze śmierci ojca.

Jakimś cudem (a dokładniej, poprzez rodzinne koligacje) udało nam się zagrać całą kupę (...) koncertów u boku TURBO i Ceti, m.in. w poznańskim Eskulapie, bydgoskiej Kuźni, i różnych domach kultury (Chodzież, Szamocin, Grodzisk Wlkp.,Sierpc...).Czasem przychodziło 400 osób, czasem 40, ale nikt w nas niczym nie rzucał, co dało siłę i motywację do dalszej pracy, chociaż nie zjawił się nikt z TVP2 i udziału w biesiadzie nie zaproponował.

W międzyczasie straciliśmy wokalistę, bo go mama nie puszczała na koncerty i Afterlife chciało. No i git, tyle, że ktoś musiał śpiewać. Padło na mnie, no, bo kiedyś śpiewałem w jakichś punkowych załogach, a jak już ktoś punkował, to i w metalu da sobie radę. Tak też zostałem frontmanem, przyszłym bożyszczem tłumów, powodem zmartwień matek, ojcem pokolenia niejako....

Na graniu koncertów zleciał nam rok i, znowu, jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość – Choice wchodzi do studia!! A dokładniej – robi sobie studio. Filantropijny Chodzieski Dom Kultury użyczył nam swych pomieszczeń na okres przerwy urlopowej i w ten sposób gorące lipcowe słońce A.D. 2002 ujrzało (a właściwie to chyba chciałoby ujrzeć) nasz zespół zaszyty w piwnicach Chdk. A skąd wziął się tam Migdał, typ, jak już wiemy, ogólnie antypatyczny, nie pytajcie. Ważne tylko, że znów zjawił się niczym Święty Mikołaj, bo kasę, którą od nas wziął za nagrania, pieniędzmi nazwać trudno. Chociaż wypłacić się i tak nie mogliśmy.

Słońce świeciło, dupy wylegiwały się na chodzieskich wybrzeżach, w kinie piętro wyżej leciały filmy z Arnoldem, członkowie kółka brydżowego popiardywali wesoło w krzesełka, a gdzieś, parę metrów pod ziemią, pięciu długowłosych, bladawych nieco herosów heavy metalu walczyło zacięcie z przeciwnościami losu, browarem i własnymi ułomnościami.

Nie było wcale tak strasznie – mieliśmy przecież majonez z Biedronki, kupę jajek na twardo i ogóreczki (od Grzecha mamy). No i mieliśmy teściową Krzycha. Ta kochana kobieta zrobiła dla nas swymi obiadami i uśmiechem tyle dobrego, że nawet chyba nie zdaje sobie z tego sprawy (my, gwiazdy rocka, nie potrafimy dziękować). Był też Marcin Kita (człowiek, który zorganizował nam więcej koncertów niż można zliczyć) ze skrzynką browaru, był Arczi z paliwem również duchowym i jeszcze cała mnogość ludzi o dobrych sercach i otwartych głowach. Było pijaństwo i była powaga, pisanie poezji w kiblach i spanie na podłodze, były darmowe piłkarzyki w knajpie o 3.00 nad ranem i nagrywanie basu o 6.00.

Pewnego razu wysłaliśmy z Migdałem Andrzeja i Grześka do kina, bo nam w czymś tam przeszkadzali, a oni wrócili z Tereską Spitulską, która zaśpiewała w dwóch kawałkach tak, że mucha nie siada. I nie, żeby ktoś ją wcześniej znał. W międzyczasie zagraliśmy wspaniały koncert w Książu Wielkopolskim, z którego, o ile wiem, ma być wydana koncertówka z trzema naszymi kawałkami.

Tak właśnie mniej więcej powstawało “Boiling Blood”. Rzecz, z której jesteśmy NAPRAWDĘ dumni. Jest to materiał szczery aż do bólu (gdyż śmiech jest tylko maską) – tak brzmieniowo (bo mało w nim ameryki), jak i tekstowo – jest to muzyka krzycząca o potrzebie wolności, niemocy poradzenia sobie z bolesną rzeczywistością, o udrękach i przyjemnościach istnienia. O społeczeństwie debili i o debilu we mnie, bo to ja napisałem teksty. Sami się chyba czasem zastanawiamy, skąd w nas było tyle smutku i agresji.

Niebagatelną rolę w powstaniu “ Boiling Blood” odegrał Migdał, który, choć ogólnie antypatyczny, swój lipiec i swoje niewąskie umiejętności (często robienia z gówna guzików) nie wiadomo czemu poświęcił nam.

Nie można też nie wspomnieć o człowieku, który stworzył dla “Boiling Blood” okładkę – tę wspaniałą robotę wykonał Grzegorz “Qlazz” Kulaszewicz, romantyk deathmetalowej gitary, na której zapierdala w oleckiej kapeli Radioactive, grafik co się zowie, typ ogólnie antypatyczny, mój przyjaciel.

Teraz wciąż cieszymy się z naszej muzyki (właściwie, to dopiero niedawno płyta uostateczniła się brzmieniowo) i staramy się przekazać ją wszystkim – gramy koncerty, kochany Grzegorz Kupczyk puszcza nas w radio i powoli zaczynamy tworzyć kolejny rozdział w historii Choice, który, mamy nadzieję uwieczni się w postaci następnej płyty gdzieś w przyszłym roku. Może znajdzie się piąty członek (...), jakiś wokalista z prawdziwego zdarzenia, a może nie – czas pokaże. Bardzo chcemy, żeby jak najwięcej ludzi usłyszało, co mamy do powiedzenia i nawet jeśli tę płytę wyda ktoś oficjalnie, postaramy się, żeby nie wpisała się ona swą ceną w absurd polskiej rzeczywistości. Tak nam dopomóż.

Klóha.